Harmony Clean Flat Responsive WordPress Blog Theme

Liczenie kalorii jest darmowe

6/01/2013 Żaneta Sz 6 Comments Category : , , ,

Może oni są chorzy? 

W serwisach internetowych coraz częściej pojawiają się dyskusje dotyczące otyłości. Mniej lub bardziej merytoryczne rozmowy prowadzone są już nie tylko pod artykułami, ale także nawet pod obrazkami na kwejku. Zazwyczaj ścierają się dwa poglądy, które można streścić w kilku zdaniach:

Pogląd nr 1: Nie marudźcie, weźcie się za siebie pora na dietę i ćwiczenia.
Pogląd nr 2: Nie krytykujcie,  może oni są otyli bo są chorzy. Niektórzy mają takie geny, że nie będą szczupli! Przecież może nie stać ich na zdrowe jedzenie. Mam gorszą przemianę materii niż Ty!

Zazwyczaj pogląd numer dwa jest odpowiedzią na posty numer jeden. Zastanówmy się jednak ile z osób puszystych czy chorobliwie otyłych jest takich, ponieważ są chorzy? Ilu z nich tyje w wyniku brania leków, chociażby na tarczycę? Gdzie istnieje granica pomiędzy byciem przy kości po rodzicach, a otyłości, zahaczającej o chorobę? Chorobę, którą sam "chory" stworzył w wyniku tryby życia i złej diety. Warto także zwrócić uwagę na agresywne odpowiedzi na posty utrzymane w konwencji porad ("nie ma co narzekać, trzeba ćwiczyć, liczyć kalorie, zwracać uwagę na to co się je"). Jasne, nikt nie powinien nam do życia wchodzić z buciorami, mówić jak mamy żyć i co jeść. Jeśli jednak dyskutujemy i mówimy, że to może być choroba, to dlaczego nie poruszyć drugiej strony medalu? Jest nią oczywiście tryb życia. Nikt mi nie wmówi, że otyłość wynikająca z siedzenia przed komputerem w każdej wolnej chwili, objadanie się kalorycznymi przekąskami i częste wizyty w restauracjach fast food to wina genów czy choroby. O ile zakładamy, że tą chorobą nie jest lenistwo. Nikt nie krytykuje dziewczyny o pełniejszych kształtach, większych biodrach. Nikt nie powie, że zadbana pulchniejsza dziewczyna to leniwy grubas. Dlatego argumenty "powiedź Monice Bellucci, że jest gruba bo ma rozmiar 40" są co najmniej kulawe - gdyby te krytykowane "grubasy" wyglądały jak wyżej wymieniona aktorka to nie byłoby w ogóle problemu, a co za tym idzie licznych dyskusji. Zaczyna się ona jeśli widzimy osoby takie jak te poniżej:


Niestety fast food w ręce lub tle to dla niektórych jeszcze niezbyt przekonujący argument, że nie, Ci "biedacy" wcale nie są chorzy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto czuje potrzebę dyskusji i obrony. Pytanie: obrony czego? Lenistwa i obżarstwa? 
W serwisie wikipedia czytamy następującą definicję: "Otyłość (łac. obesitas) – patologiczne nagromadzenie tkanki tłuszczowej w organizmie, przekraczające jego fizjologiczne potrzeby i możliwości adaptacyjne, mogące prowadzić do niekorzystnych skutków dla zdrowia. Za otyłość uważa się stan, w którym tkanka tłuszczowa stanowi więcej niż 20% całkowitej masy ciała u mężczyzn oraz 25% u kobiet. Otyłości towarzyszy nadwaga, czyli nadmierna masa ciała powyżej masy optymalnej.". Dalej możemy zapoznać się z jej przyczynami: po za nieszczęsnymi genami, skutkami stosowania leków i uwarunkowaniami biologicznymi, jako najczęstszy powód otyłości jest podawane PRZEKARMIANIE. Dochodzą do tego jeszcze czynniki środowiskowe (mało aktywny tryb życia, ułatwianie sobie wszystkiego za pomocą technologii) oraz psychologiczne (potocznie mówiąc: zajadanie smutków). Zatem przyznaję, możemy mieć genetycznie uwarunkowaną łatwość tycia, lecz zastanówmy się co stanie się, jeśli połączymy to z dietą i aktywnym trybem życia, a co będzie w zestawieniu z siedzeniem i zamawianiem pizzy na kolację? Gdyby każdy wybierał opcję drugą okazałoby się, że wszyscy nagle mamy okropną tendencję do tycia i to nie nasza wina, a genów.
Musimy dostrzegać granice pomiędzy zdrowo wyglądającą, posiadającą krągłości, a otyłością, spowodowaną przejadaniem się i brakiem ruchu. I zastanowić się co popieramy, czego bronimy i jakie to ma konsekwencje dla naszego zdrowia - popadanie w skrajności nigdy nie jest dobre.

Za biedni na zdrowe jedzenie? Liczenie kalorii jest darmowe

Spotkałam się z opinią, że ludzie często są otyli, ponieważ nie stać ich na zdrowe jedzenie. Dzieci są karmione tuczącymi makaronami, aby oszukać głód. Argument niby trafny, jednak gdyby poczytać, mieć jakiekolwiek chęci na zmianę sposobu żywienia to "biedny" człowiek mógłby się zdziwić. Przecież kaloryczny makaron polany sosem z paczki można zastąpić ciemnym ryżem. Ceny są porównywalne, kaloryczność znacznie mniejsza. Do tego możemy poświęcić złotówkę więcej, aby kupić do niego jogurt naturalny i przyprawy (które przydadzą się na dłużej) i sos zrobić samemu, dzięki czemu unikniemy zjadania tuczącej chemii. Ponadto rodzina może zaoszczędzić na napojach gazowanych (które także bardzo wpływają na naszą wagę, ponieważ są kaloryczne!), zastępując je dużo tańszą niegazowaną wodą mineralną. Ważne jest także to, jak dobieramy naszemu dziecku przekąski. Chipsy to (kaloryczny!) wydatek około 3 złotych, a za tę samą cenę mamy kilka jabłek, mandarynek, marchewek czy bananów. Brzuszek zdrowo się zapełni, a z czasem dziecku (czy dorosłemu) ubędzie kilogramów. Brzoskwinia to 50 kalorii, a baton aż 300! Ważne jest także, aby nie smażyć wszystkiego w morzu oleju. Jest wiele praktycznych porad w internecie czy książkach, wystarczy odrobina chęci żeby coś zmienić. Samym marudzeniem przy objadaniu się nie schudniecie. Najtrafniej skomentował to na kwejku pewien chłopak pisząc: "Liczenie kalorii jest darmowe". Patrzmy na to co i ile jemy, to nie kosztuje, a przynosi efekty.
Przyjmy się także ile otyłych maluchów jest zabieranych do McDonald, czy to w nagrodę czy tak o, dla rozrywki. Taki posiłek na jedną osobę to koszt około 20 złotych - za tyle samo zjemy w restauracji, która gotuje po domowemu z dobrych i zdrowych produktów. Pomijam już kwestię tego, że po co np. dwuletniemu dziecku w ogóle pokazywać co to fast food, słodzone napoje gazowane i słodycze. Dziecku nie będzie brakowało tego, czego nie zna. A warto od małego rozsmakować go w owocach, warzywach i zdrowym jedzeniu.

Brak czasu na zdrowe jedzenie i sport

Argumentem w obronie obżarstwa i lenistwa często jest brak czasu. Nie mamy go na gotowanie, bieganie, siłownię. Mamy go za to aż nadto, gdy w wolny dzień leżymy i oglądamy cały sezon serialu. Wystarcza nam go na "gotowanie" w oleju (o zgrozo, widziałam kiedyś jak taki leniuszek robił sobie pierożki, zamiast w garnku z wodą to na patelni wypełnioną po brzegi olejem), na czekanie na autobus. Tymczasem ugotowanie brokułów na parze (nie, nie musicie wydawać pieniędzy na parowary wystarczy nalać na patelnię wody i przykryć to pokrywką) zajmuje tyle czasu co zrobienie frytek w oleju. Pobieganie, jazda na rowerze/rolkach czy po prostu spacerowanie zajmuje nam tyle samo w niedzielne popołudnie co leżenie przed telewizorem. Zamiast czekać 10 minut na autobus, aby przejechać się nim przez 5 można się w tym czasie przejść. Właśnie od tego eksperci zalecają rozpoczęcie zdrowszego trybu życia - od spaceru, jeśli nie jesteś w stanie pobiegać. Idąc z pracy przez 30 minut spalimy zdrowy obiad, który zjedliśmy. Nie masz czasu gotować w domu? Dlaczego wybierasz akurat McDonald's czy KFC na miejsce swoich posiłków? Istnieje wiele restauracji podających domowe posiłki, które są przynajmniej o połowę mniej kaloryczne. To nie Twój czas decyduje, ale TY.
Ważne jest także, aby nowy sposób odżywiania się połączyć z większą ilością ruchu. Co z tego, że dwa razy w tygodniu odwiedzimy siłownię, skoro wieczorem zjadamy frytki przesiąknięte tłuszczem lub w drodze powrotnej wstępujemy po powiększony zestaw do pobliskiego McD. Przesadzam? Nie, znałam taki przypadek, realizujący wszystkie negatywne zachowania, wymienione powyżej. Oczywiście wtedy cały świat jest zły, ale nie obżartuch.

Mam gorszą przemianę materii niż Ty, ignorantko!

Będąc nastolatką w odpowiedzi na moje narzekania na nadmierne kilogramy mama mówiła mi "to dziecięcy tłuszczyk, wyrośniesz z tego". Jakiś czas temu stwierdziła "A nie mówiłam! Wyrosłaś ze zbędnych kilogramów" - tyle, że to nie jest prawdą. Zmieniłam tryb życia na zdrowszy, więcej się ruszam i zdrowiej jem. Mam świadomość (bo o tym czytam) co jeść, a czego unikać. Taka była moja odpowiedź, to nie cud, to nie dorośnięcie, to świadome decyzje i niejednokrotnie cięższa praca nad sobą. Dziś ważę około 11 kilogramów mniej niż w moich "krytycznych" momentach w gimnazjum/liceum, co przy moim wzroście stanowi sporą różnicę. Prawda jest taka, że gdy pochłaniałam to co moje koleżanki - tyłam. Nie mam cudownej przemiany materii, wręcz przeciwnie, moja waga ciągle się waha w zależności od tego na co sobie pozwolę i ile ćwiczę. Dlatego bardzo zdziwiło mnie podczas jednej dyskusji, gdy zostałam nazwana ignorantką. Grubsi ludzie niestety najczęściej obwiniają o swoje dodatkowe kilogramy wszystkich dookoła, ale nie siebie samych - a to właśnie oni są winni. Myśląc przy tym, że wszyscy lepiej wyglądający zostali łaskawiej potraktowani przez stwórcę, a teraz puszą się i jak typowi ignoranci nie dostrzegają ich cierpienia, a jedynie ich deprecjonują. Jeśli wszyscy zaczniemy tak myśleć, to kolejki do fast foodów będą jeszcze większe, a nasze dzieci będą turlały się za nami, ociekając ślinką na widok obtłuszczonych frytek. Najważniejsze to zacząć zmiany, spojrzeć z dystansem na swój tryb życia, a nie wyzywać innych od wieszaków, chudzielców, desek i ignorantów. Za te szczupłe osoby nikt nie pracował, aby tak wyglądali.
Dwa lata temu kupiłam (za szaloną kwotę 9,99 zł) książkę "Liczenie kalorii. Dieta, która naprawdę działa". Tak niewiele trzeba wydać, aby z niecałych 200 stron dowiedzieć się kiedy, jak, ile i co jeść, aby stracić na wadze. Bardzo racjonalne podejście do żywienia, ćwiczeń i diety. Wcale nie trzeba się głodzić i katować, wystarczy czytać etykiety na opakowaniach, unikać tego co tuczące i nie spożywać większej ilości kalorii niż nasz organizm potrzebuje. Nie grozi nam wtedy efekt jo-jo i inne zaburzenia.


"Mój syn waży pół tony"

Na koniec polecam program: "Mój syn waży pół tony". Zobacz odpowiedz sobie na pytanie: Taki stan to straszne i złe geny czy wina moja i rodziców? Wina tego, że ludzie nie potrafią się opamiętać w jedzeniu świństw i wolą leżeć i grać niż chociażby się przejść. Osoby otyłe coraz częściej mają pretensje do świata, chociażby że sklepy nie produkują na nich ubrań. Pracując w sklepie nie raz spotkałam się z bezczelnością ze strony puszystych klientek, które oburzone stwierdzały, że "nie są płaskie jak deski", "nie są wieszakami" i to skandal, że XL jest za małe. Teraz zwolennicy size bardzo plus atakują A&F za promowanie szczupłości i otwarte mówienie, że nie chcą dla grubych osób szyć ubrań. Ludzie protestują, mają pretensje. "Nie powinno się lansować anoreksji" - jednak póki co ja na ulicy widzę masę otyłych dzieciaków, a nie "szkieletów". Usprawiedliwiajmy nadal otyłość i nadwagę, a zobaczymy ilu z nas i naszego potomstwa za 10 - 20 lat będzie wyglądać tak jak dziewiętnastolatek na powyższym filmie.


RELATED POSTS

6 komentarze

  1. Możesz zacząć robić blog kulinarny albo o odchudzaniu :-D a tak nawiasem... Można jeść bardzo dużo, nie tyć i jeszcze myśleć, ze się ma super przemianę materii... i się mylić. Zawsze bylam chuda jak patyk, jadłam duuuzo, ale ruszalam się 10 razy więcej niż przeciętna nastolatka, nie zwracałam na to wtedy uwagi, dopiero kiedy zmieniłam tryb na siedzący odkryłam, ze juz nie służą mi słodycze i kolacja o 23. Nie znoszę gadania, ze ktoś jest gruby przez geny, bo jest udowodnione, ze zaledwie mały odsetek ludzi, kilka procent ma "te geny"... Jakoś ludzie z biednych rodzin zawsze są szczupłe, wiec genów nie maja, a tanie jedzenie ich aż tak nie tuczy...

    OdpowiedzUsuń
  2. O blogu kulinarnym już myślałam, bo lubię gotować :) Ale jest w internecie jest masa przepisów i strasznie duża ilość stron poświęcona gotowaniu, więc nie wiem czy to by miało sens ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Po przeczytaniu tytułu tego tekstu po prostu wiedziałam że MUSZE go przeczytać, dodałam do zakładek, bo prace licencjacką też niestety MUSZĘ napisać. Dziś w końcu nadszedł ten czas. Przeczytałam. Nie zawiodłam się, ale to było do przewidzenia. Zdanie, które trafia w sedno i pozostaje w pamięci na długo jest jednocześnie tytułem tekstu - LICZENIE KALORII JEST DARMOWE. Zapisać, zapamiętać, wdrożyć. To nie trudne. Diety głodowe nie są dla mnie. Lubię jeść, choć nie wszystko jem. Lubię różnorodność. Nigdy nie będę modelką, bo waciki jakoś mi nie podchodzą. Długo by tak, ale praca dalej czeka na napisanie. Także bierzcie i jedzcie z tego wszyscy. Byle z głową (z notesem też nie zaszkodzi).

    OdpowiedzUsuń
  4. Można jeść co się chce, ale ważne, żeby nie przekraczać dziennego zapotrzebowania na ilość kalorii :) To nie będzie się tyć. A jedząc ich nieco mniej, nasz organizm sam się rozprawi z tłuszczykiem. Na metr 52 to będzie z 1300 kcal ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lepsze diety od 1500kcal w górę + ćwiczenia. Może się chudnie wolniej, ale nie zostaje nadmiar skóry, z którą nie wiadomo co zrobić. A zresztą im mniej kalorii w diecie i im więcej myśli o nich, tym bliżej do ED.

    OdpowiedzUsuń